Czasami czuję
się rano jak saper, który rozbraja kolejne budziki. Udaję, że ma wszystko pod
kontrolą. Bywa, że potrzebuję nawet 30 minut na podźwigniecie się z sennych popiołów.
Był okres kiedy szczyciłem się przed innymi władzą nad tą poranną słabością. Dziś
eksperymentuję z inteligentnymi budzikami oferującymi wstępną fazą budzenia czy
zagadki logiczne warunkujące wyłączenie dzwonka. Próbuję wyznaczyć optymalną ilość
snu w ciągu doby i tygodnia, która zapewni mi odpoczynek i oszczędzi porannej
fazy zombie. Budzik stawiam z dala od łóżka, ale osiągnięcie drugiej prędkości
porannej pozwalającej na wyrwanie się z pola grawitacyjnego sypialni jest
bardzo trudne. Jeszcze tylko pięć minut.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz