W zalewie nowości asekuracyjnie
sięgamy po książki znanych i sprawdzonych przez nas autorów. Sprawdzanie nowych
wiąże się z pewnym ryzykiem. Można podpierać się wynikami literackich nagród na
literę N, albo czekać na roczne podsumowania medialnych latarników. Jakiś czas temu postanowiłem przyjrzeć się pozycjom
firmowanym amarantowym znakiem jakości. Tak trafiłem na pokaźnej objętości
Wyznanie Jaume Cabre, które by nie marnować pięciu centymetrów półki w domowej biblioteczce,
postanowiłem wypróbować w wersji elektronicznej. Kilkanaście procent później wiedziałem
już, że muszę tę książkę doczytać do końca w tradycyjnej formie. Poświątecznie
obniżki przypieczętowały moją decyzję. I może na tym zakończę tę romantyczną
historię przechodząc do treści.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz