Trzeba
przyznać, że czasy kiedy biblioteki miejskie kojarzyłem z pożółkłymi
egzemplarzami literatury drugiej świeżości są już dawno za nami. Może to znak
czasów, może potencjał dużego miasta. Przeglądając wirtualny katalog filii Miejskiej
Biblioteki Publicznej w Lublinie [1] muszę
stwierdzić, że większość pozycji z mojej prywatnej listy #chceto jest dostępna
od ręki, czeka na opracowanie lub w najgorszym przypadku jest wypożyczona. Jeszcze
nigdy nie wyszedłem stamtąd z pustymi rękami. Zawsze znajdzie się jakaś książka,
którą spacerując po Empiku, Matrasie czy innej księgarni nie raz miałem ochotę zabrać
do domu i spróbować przeczytać. Na półce staną tylko te, które sobie na to
zasłużą.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz