Nie chciałbym urazić nikogo
swoimi spostrzeżeniami na temat doświadczeń z antymaterią urzędniczą, gdyż
przynajmniej w moim przypadku na każdego antyurzędnika przypada jedna osoba z
którą da się sensownie coś załatwić. Niestety doświadczenia z tymi pierwszymi przekształcają
sprawy, które na pierwszy rzut oka wydają się całkiem proste w niekończącą się
telenowelę. I nie chodzi tu tylko o hołdowanie zasadzie ‘niedasie’, ale o
zauważalny problem z udzieleniem pełnej informacji. Nie mam złudzeń, że bez zadawania
merytorycznych pytań dowiem się wszystkiego na dany temat, ale jeśli na wyraźne
pytanie otrzymuję niepełną odpowiedź, która potem skutkuje przeciągnięciem się
zagmatwanych procedur to przestaję ukrywać wzrost ciśnienia tętniczego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz