Dzień trwa już ponad osiem
godzin. Słońce niezauważalnie wstaje w momencie rozpoczęcia skrobania szronu z
szyb samochodu (7:30), a zachodzi, kiedy szykuję się do bloków startowych przed
powrotem do domu (15:50). Tak sobie myślę, jakże inaczej byłoby, gdyby
codziennie zaczynać pracę o godzinie 7:00. Do wcześniejszego wstawania można
byłoby się łatwo przyzwyczaić. Małe poświęcenie z rana w zamian za dodatkową
godzinę naturalnego światła słonecznego przed zmrokiem po popołudniu na pewno
pozytywnie wpłynęłoby na ogólne psychofizyczne samopoczucie oraz stworzyłoby
możliwości realizacji dodatkowych aktywności, które często znikają wraz z
zachodem słońca. Niestety nic nie wskazuje na to by w najbliższym czasie miało
się coś zmienić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz