Kiedy wokół jest tak pięknie
trudno mi się skupić na wypatrywaniu grzybów pod nogami. Na naszym szlaku nie
widać żywej duszy. Sarenki po śniadaniu na podleśnych polach ukrywają się przed
naszym wzrokiem, gdzieś w głębi lasu. Stawiając stopy na wyłożonym kamieniami
trakcie oczami wyobraźni próbuję poznać historię tego miejsca i niczym mały
Adrian Ardevol, bohater czytanej w ostatnich dniach powieści Wyznaję Jaume
Cabre, dotykający starych papirusów ojca przenoszę się w przeszłość. Na
szczęście jest ktoś, dzięki komu nie wróciliśmy do domu z pustymi rękami. W
czasie kiedy ja bujam w obłokach I. z nosem w ściółce szuka czegoś dobrego na
obiad i do słoiczków na zimę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz