Tęsknię za tym co kiedyś było dla
mnie przykrym obowiązkiem. Frustrowało mnie to że jutro znowu spadną nowe
liście i trzeba będzie robić to samo. Nie doceniałem samej czynności z której
dziś wydaje mi się, że można było czerpać prawdziwą radość. Żeby docenić pewne
rzecz trzeba do nich dotrzeć, a czasami nawet je utracić. Prababcia miała kiedyś
kurki beztrosko biegające po podwórku, babcia robiła domowy makaron, a mama
gotowała niedzielny rosołek. Dziś już nie ma ani drzewa ani kurek. Pewne rzeczy
zamieniamy na inne, zmieniany się i my sami. Wciąż rozdarci między sentymentem
przeszłości, konsumpcją teraźniejszości i marzeniami przyszłości.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz